Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moondrive. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moondrive. Pokaż wszystkie posty

'LEPSZE NIŻ RZECZYWISTOŚĆ'
Veronica Rossi - Przez burze ognia


Dzień dobry wszystkim - zarówno czytelnikom, jak i osobom które wpadły tutaj po raz pierwszy. Powoli zbliża się październik, a co się za tym kryje - powrót na studia. Z tego powodu moja aktywność na blogu się zmniejszy, ale to nie oznacza zawieszenia bloga, o nie! Będę pisać, ale posty pojawiać się będą rzadziej, bo i czasu na czytanie będę mieć mniej. Ale nie zostawiajcie mnie. Im was więcej, tym większą mam mobilizację do zebrania się i napisania kolejnych wpisów.
Dzisiaj mam dla was kolejną recenzję książki! Znacie może "Przez burzę ognia" napisaną przez Veronicę Rossi? 
Nie? 
Ja już poznałam i jeżeli jeszcze jej nie czytaliście, przybliżę wam treść tej książki poniżej. Zapraszam do lektury!



Na początek słów kilka o tej oto książce.

Tytuł: "Przez burzę ognia"
Autor: Veronica Rossi
Wydawnictwo: Otwarte
Tłumaczenie: Aleksandra Bielaczyc
Tytuł oryginału: "Under the Never Sky"
Kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction


"ROZDZIELIŁ ICH ŚWIAT POŁĄCZYŁO PRZEZNACZENIE Aria żyje w Reverie – rozwiniętym technologicznie świecie oddzielonym od dzikiej natury szczelną kopułą. Jak wszyscy Osadnicy spędza czas w wirtualnych Sferach dostępnych tylko za pomocą specjalnego Wizjera. Kiedy zostaje wygnana za przestępstwo, którego nie popełniła, wie, że śmierć jest blisko.
Perry jako Wykluczony musi walczyć o przetrwanie w brutalnym świecie plemiennych wojen, kanibali i eterowych burz. Udaje mu się przeżyć tylko dzięki wyjątkowym zmysłom pozwalającym wyczuć niebezpieczeństwo i ludzkie emocje.
Drogi Arii i Perry’ego się przecinają. Tylko Perry może ocalić dziewczynę od śmierci. Tylko Aria może pomóc mu odkupić winy. Razem rozpoczynają niebezpieczną podróż…"


Jakie były moje oczekiwania wobec książki? Właściwie niewielkie. Z opinii znajomych dowiedziałam się, długo przez jej lekturą, żeby nie wymagać zbyt wiele. Więc ja, która przeważnie ostrożnie podchodzi do takich książek, wzięłam "Przez burze ognia" do ręki z zamiarem przeczytania, ocenienia i zapomnienia.
Na początku okładka z pewnością przykuła moją uwagę (bo jest niebieska!) i oceniając całokształt, jest naprawdę dobrze. Zachwycam się grzbietem książki, bo o ile jest na nim właściwie jedynie sam tytuł, wygląda to bardzo ładnie i schludnie. 
Jedyne spostrzeżenie jakie mam są do postaci na okładce. Kompletnie nie podoba mi się zamieszczanie na książce "żywych" osób, ponieważ przeważnie nie wygląda to dobrze. Widząc w księgarni takie właśnie okładki odnoszę wrażenie, że są tandetne i kiczowate. O wiele bardziej lubię, kiedy są one minimalistyczne, a gdy już jest na nich jakaś postać to zdecydowanie powinna być rysunkowa.



Wewnątrz książka jest niezwykle prosta - nie ma żadnych ozdobników i rysunków. Czcionka jest przyjemna do czytania, ale gdyby była minimalnie większa, nie obraziłabym się. 
To tyle, jeśli chodzi o wizualną część tej książki. Teraz przechodzimy do tej właściwej części.



Mamy dwóch głównych bohaterów.
Wpierw poznajemy Arię - dziewczynę mieszkającą w Reverie. Mieszkańcy tego świata ukrywają się przed resztą świata w kopułach i spędzają czas na przebywaniu w wirtualnych rzeczywistościach zwanych Strefami. Przełączają się do nich za pomocą specjalnych nakładek na oko - Wizjerów, którą służą również jako komunikatory, informatory - no taka nasza komórka, z tym że na oko. W ów Strefach można robić dosłownie, co się zapragnie - nawet latać.


Po co czuć ból, jeśli jest zbyteczny? Po co wiedzieć czym jest prawdziwy strach, jeśli niebezpieczeństwo zrobienia sobie krzywdy nie istnieje? Spotęgowaliśmy to, co uważaliśmy za dobre, i usunęliśmy to, co złe.


LEPSZE NIŻ RZECZYWISTOŚĆ” - tak właśnie się o nich mówi. Strefy są takim poprawionym światem, światem bez wad i właściwie jedynym światem dla mieszkańców Reverie. Bowiem dla Osadników to co na zewnątrz jest obietnicą śmierci. Nikt nie chce znaleźć się na zewnątrz. Nikt nie chce stać się Wykluczonym.

Za sprawą pewnych początkowych wydarzeń Aria zostaje wygnana. Musi stawić czoła niebezpiecznemu światu, gdzie niebo zasłania eter tworzący burze eterowe, a z nimi nie ma żartów. Niewiedząca nic o prawdziwym życiu i przetrwaniu dziewczyna spotyka na swej drodze Peregrina - mieszkańca Plemienia Fal, chłopaka który ma dar wyczuwania emocji za pomocą... zapachu. Oboje z nich mają jakiś wyznaczony cel - Perry chce odnaleźć bratanka, którego porwali Osadnicy, Aria chce wrócić do Reverie, ale również poznać prawdę o swojej matce - naukowcu - z którą straciła kontakt. I choć na początku bohaterowie zdają się siebie nie lubić i trzymają się razem bardziej z przymusu niż z chęci, w końcu zaczyna między nimi iskrzyć.

Świat wykreowany przez panią Veronicę jest ciekawy, ale nie na tyle żeby podbić moje serce. Jest to typowa antyutopia. Dwa różniące się od siebie środowiska zdają się być już oklepane nie tylko w książkach, ale również w filmach. Śmiercionośny eter na niebie mnie nie przekonuje i nie brzmi tak groźnie. Niestety tutaj muszę powiedzieć, że pomysł niezbyt dobry.
Dodatkowo początek książki niezwykle się dłuży i ciężko przez niego przebrnąć. Dopiero po około stu stronach zaczyna się coś faktycznie dziać i wtedy jest nawet dobrze.
Kolejną rzeczą w książce, która niezbyt mi się spodobała to relacja obu postaci, która rozwinęła się, moim zdaniem, zbyt szybko. Na początku Perry i Aria nie przepadają za sobą, odpowiadają sobie półgębkiem. Z czasem zaczynają akceptować siebie nawzajem. A następnie: bum! - gwałtowny obrót sprawy i nagle oboje się w sobie zakochują! Robi się cukierkowo i nieco zbyt słodko.


- A ile według ciebie mam lat? - Nie znam się na skamielinach, ale dałabym ci pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt tysięcy. - Mam osiemnaście lat.

Same postacie są właściwie nijakie, dialogi również mnie nie urzekły. Z wszystkich bohaterów z całej tej książki polubiłam jedynie Roara - drugoplanową postać, przyjaciela Perry'ego, który pojawia się gdzieś mniej więcej w połowie. I chociaż przeważnie główne postacie męskie szybko kradną moje serce, Peregrine tego nie zrobił (a podobno w książce jest uzdolnionym łowcą). 
"Przez burze ognia" nie jest książką okropną. Da się przez nią przebrnąć. Szczególnie kiedy już przejdziemy przez ciężki początek. Styl pisania autorki jest jednak prosty. Tak prosty, że ciężko było mi znaleźć jakieś ciekawe cytaty do tego wpisu. Ale nie jest to znów taka wada - czytało się ją lekko i nawet można rzec - przyjemnie. 
Podobało mi się na przykład ukazanie daru Perry'ego. Emocje są dla niego feerią zapachów. Piżmo, fiołki, słodycz, słoność - dzięki nim potrafi ocenić, jak czuje się dana osoba, a nawet stwierdzić czy ktoś kłamie.



- Właśnie dlatego milczy. Nie ufa słowom. Wiele razy mówił mi, jak często ludzie kłamią. Po co słuchać nieszczerych słów, kiedy wystarczy mu jeden oddech, by dotrzeć do prawdy? - Bo ludzie to więcej niż emocje. Mają myśli i powody, by postępować tak, jak postępują.


Na pochwałę z pewnością zasługuje sposób poprowadzenia narracji. Bowiem z książce mamy wydarzenia przedstawione z punktu widzenia zarówno Arii, jak i Perry'ego i wypadło to zdecydowanie lepiej niż gdyby zrezygnować z tego i zostawić wszechwiedzącego narratora.




Przyznaję, że jest to pierwsza książka, która sprawiła, że nie wiedziałam, jak ją ocenić. Nie była genialna czy nawet bardzo dobra, ale mimo wszystko czytało sie ją dobrze i nie mogłabym powiedzieć, że jest kiepska. Ma dużo wad, ale też parę pozytywnych cech. Przebrnęłam - na pewno to daje jej dodatkową gwiazdkę.
Czy chcę ją wam polecić? Tego niestety nie powiem. Wielu osobom książka się podoba, wielu też ocenia ją podobnie jak ja. Gdybym miała wam jej nie polecić, może stracilibyście dobrą lekturę. Mi nie przypadła do gustu, ale komuś innemu może już tak.
Więc jedyne co mogę powiedzieć, to weźcie "Przez burze ognia" do ręki i oceńcie sami.
Ja oceniam książkę na:



Trzymajcie się cieplutko i 

do następnego!


Jandy Nelson - Oddam ci słońce


Witam ponownie!
Niedawno zakończyłam czytanie książki "Oddam ci słońce", więc chętnie podzielę się z wami swoją opinią. Na początku jednak muszę wam coś wyznać: ta okładka jest tak cudowna! Nie wiem co podoba mi się bardziej - dobranie kolorów czy całokształt. W każdym razie uwielbiam na nią patrzeć i robić jej zdjęcia (w tajemnicy wam powiem, że kocham kolor niebieski na okładkach!).





Na początek słów kilka o samej książce:

Tytuł: "Oddam ci słońce"
Autor: Jandy Nelson
Tytuł oryginału: "I will give you the sun"
Wydawnictwo: Moondrive, Otwarte
Tłumaczenie: Dominika Cieśla-Szymańska
Kategoria: literatura młodzieżowa


JUDE - czasem nawet najpiękniejszy świat, w którym wschody słońca trwają cały czas, nie może wynagrodzić doznanych krzywd. Pełna energii buntowniczka zabiegająca o uwagę matki. Samotna i skrycie romantyczna. Podjęła wiele złych decyzji, których skutki musi ponieść.
Kiedyś brat bliźniak był jej najlepszym przyjacielem... 
  NOAH- czasem pragniesz czegoś tak bardzo, że jesteś gotów oddać za to cały świat. Nawet słońce. Noah jest nieśmiały i delikatny. Skonfliktowany z ojcem, silnie związany z matką. Zakochany w sztuce. Marzy o tym, żeby zostać artystą. Jednak staje się kimś, kim nigdy nie chciał być.
Kiedyś on i Jude, jego siostra bliźniaczka, byli nierozłączni…




Zaczynając od samiutkiego początku, liczyłam że to będzie coś lekkiego, przyjemnego, idealnego na wakacje. Widzę w opisie dzieci, myślę sobie że to będzie coś zabawnego.
Jak bardzo się myliłam.
Na pierwszych trzydziestu stronach brnęłam ciężko przez tę książkę. Nie wiem, czym było to spowodowane, w każdym razie kolejne strony czytało mi się coraz trudniej i wolniej. 
Ale uwierzcie mi, po tych trzydziestu stronach popłynęłam. Popłynęłam i nie potrafiłam zarzucić kotwicy. Ta książka to istna księga cytatów. Gdybym mogła, zaznaczyłabym każdą, naprawdę każdą stronę, bo Jandy Nelson na każdej z tych stron napisała przynajmniej jedno piękne zdanie.
Jeżeli też macie ten problem, w którym "Oddam ci słońce" idzie wam bardzo wolno, brnijcie tak jak ja coraz dalej. Nie zawiedziecie się, kiedy popłyniecie do samiuśkiego końca. Trzeba się przyzwyczaić do tego malowniczego stylu pisania. Jak już to zrobicie - nie będziecie żałować.
Jak wspominałam już wcześniej, myliłam się do tej książki, ponieważ nie jest tak sielankowa, za jaką ją brałam. Obydwoje z bliźniaków zmagają się ze swoimi własnymi problemami. Jude ma wrażenie, że ich matka faworyzuje jej brata. Jest buntowniczką i na początku zachowuje się właściwie jak typowa nastolatka. Zaczyna się ubierać skąpiej, malować i chodzić na imprezy, co nie podoba się jej mamie. Jude stosuje się też do księgi zabobonów, którą nosi ze sobą. Dziewczyna tak jak i jej babcia, która była właścicielką księgi, jest niezwykle przesądna. Będąc w posiadaniu biblii babci Sweetwine, stosuje się do każdego z wypisanych w niej wierzeń. I tym właściwie już na początku zaskarbiła sobie moją sympatię.

Łzy po stracie powinno się zebrać i połknąć, żeby uleczyć duszę.

Drugi z bliźniaków - Noah czuje się źle, że jego ojciec za wszelką cenę chce go zmienić. Jedynie w matce znajduje oparcie. Jest niezwykle utalentowany, ponieważ potrafi malować obrazy w głowie i robi to w fantastyczny sposób. Kiedy autor opisuje nam proces tworzenia tych obrazów, sami jesteśmy pewni, że są niesamowite. Jednak przez swoją artystyczną duszę chłopak jest dla społeczeństwa cichym, trochę dziwnym, zamkniętym w sobie chłopakiem.
I Jude, i Noah mają szansę pokazać się w tej książce, ponieważ rozdziały podzielone są na jednego i na drugiego z bliźniaków. Możemy w ten sposób spojrzeć na niektóre sytuacje z dwóch perspektyw, a to naprawdę zmienia wiele.
Bliźniacy kiedyś byli dla siebie jak jedność. Jednak z biegiem czasu i z powodu pewnych sytuacji, stają się dla siebie zupełnie obcy. Każdy z nich przechodzi przemianę i przestają oni siebie nawzajem poznawać.
Czytając książkę jesteśmy jednak świadkami tego, jak nawet największy konflikt między rodzeństwem potrafi załagodzić zwykła rozmowa. Oboje jednak unikają jej jak ognia i w trakcie czytania, z całego serca życzyłam im tej jednej rozmowy, która odmieniłaby wszystko.

- Dasz mi ten rysunek? (..) - Jak dasz mi słońce, gwiazdy, oceany i wszystkie drzewa, może się zastanowię (...) - Noah, żartujesz chyba. (...) Wtedy zostałyby mi tylko kwiaty. (...) - Okej. (...) Drzewa, gwiazdy, oceany. Dobra. - I słońce, Jude. - No dobra. (...) Dam ci słońce.


Ta książka to nie tylko świetna robota jeśli chodzi o styl pisania i o bohaterów. Niezwykle podobało mi się ukazanie w niej wątku homoseksualnego - tak obecnie kontrowersyjnego. Przed czytaniem obawiałam się tego, szczególnie że wątek miał dotyczyć dzieci. Jednak autorka przedstawiła to w taki sposób, że naprawdę cieszyłam się z każdej spędzonej wspólnie chwili obydwu postaci.
Ten tytuł to jest również majstersztyk powiązań. Autorka na początku przedstawia nam świat obydwu postaci, wplatając tu i ówdzie pozornie nieistotne szczegóły, by następnie zaskoczyć nas, gdy wszystko zaczyna łączyć się w całość.





Książka "Oddam ci słońce" naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyła. Jeżeli jeszcze jej nie czytaliście, zachęcam. Jeżeli nie jesteście do niej przekonani, dajcie jej szanse. Jest na swój sposób niezwykła i na pewno chętnie do niej jeszcze powrócę. Oddałabym słońce, żebym mogła o niej zapomnieć i przeczytać ją ponownie. ;)

MOJA OCENA:




(Matko, ale jestem nudna. Daję same dobre oceny. Chyba czas przeczytać jakiegoś gniota...)

 

A teraz żegnam się z wami i

do następnego! :)